Adopcje Wirtualne
Zdjęcie psa
Zdjęcie psa
Zdjęcie psa
Li Bai - UMARŁ

Owczarek środkowoazjatycki. Dwa lata temu pojechałam po niego do Radys. Jedno ze straszniejszych schronisk w Polsce. Ponad dwa tysiące psów. Prawie nie ma adopcji. Nie ma wolontariuszy. Obóz zagłady na środku pola, niedaleko Pisza. Jechałam konkretnie po niego, byłam umówiona. Na teren schroniska nie można wchodzić. Jeśli ktoś chce wziąć psa – przyjeżdża, mówi jakiego psa szuka i wtedy pracownicy wyprowadzają trzy psy, żeby sobie wybrać. Jak żaden nie odpowiada, to trudno - do widzenia. Ja wiedziałam po jakiego psa jadę. Wszystko odbywało się na innych zasadach. Herbata, ciasteczka, krótka rozmowa z Panią dyrektor i Panią weterynarz. Potem pracownik przyprowadził Li Baia. Nie wiem jak ten pies doszedł. Pierwsze co rzucało się w oczy, to krwawiące palce - miał wrośnięte paznokcie. Poprosiłam Panią wet o cążki i to poobcinałam. Siknęła ropa z krwią. Pies, jakimś cudem, sam wskoczył do samochodu. Li Bai był w schronisku teoretycznie dwa lata, ile naprawdę – nikt nie wie. Zatrzymaliśmy się kilka kilometrów dalej. Był słoneczny dzień. Psisko śmierdziało tak, że nie dało się zamknąć okien. Przez co najmniej dwa lata, nie dotykał łapami ziemi, tylko beton. Obiecałam mu, że odjedziemy tylko kawałek i wyjdzie poczuć zapach ziemi i lasu. Ok 15 km dalej staliśmy na leśnej drodze. Li Bai nie miał siły przejść kilku metrów. Jego nogi trzęsły się, część zębów wisiała razem z dziąsłem pod wargą. Pojechaliśmy prosto do lecznicy w Warszawie. Był bardzo blady, miał silną anemię, chore nerki, wątrobę, bardzo silną nużycę. Jest z nami dwa lata. Fajny, mądry pies. Nie wiem w jakim naprawdę jest wieku – jest strasznie zniszczony. Bardzo go lubię. Cały czas jest leczony.

Fundacja Duch Leona © 2014