fbpx Fundacja "Duch Leona"

Uwierz w Ducha

Czy w świecie, gdzie wszyscy żyją szybko i gdzie najbardziej istotne bywa to, co kto posiada, co jest aktualnie modne, a wartość mierzona jest liczbą lajków na platformach społecznościowych, jest jeszcze możliwe życie w spokoju? Czy w dobie, gdy wmawia się nam, że nie tylko ludzie, ale również psy, powinny uczęszczać do przedszkola, szkoły, a nawet uniwersytetu, możemy zachować zdrowy rozsądek?  W Duchu przestrzegamy zasad slow life. Podchodzimy do psów jak do równych sobie istot. Nie poddajemy ich szkoleniu ani tresurze. Nie manipulujemy jedzeniem, aby osiągnąć określone zachowania. Nie fiksujemy ich na zabawkach, by odwrócić uwagę od rzeczywistości i problemów, z jakimi muszą się zmierzyć. Nie skupiamy ich uwagi na sobie – nie jesteśmy pępkami psiego świata. W Duchu żyjemy blisko natury i zgodnie z jej rytmem. Wierzymy, że istnieje alternatywa dla życia opartego na materializmie i ciągłym wyścigu.  Jeśli bliskie jest Ci takie podejście do życia i czujesz, że chciałbyś coś zmienić w relacjach ze swoim psem, poznaj nasze wartości i filozofię, która kładzie nacisk na autentyczność, spokój oraz harmonię z otaczającym nas światem.

Jak Duch pomógł innym?

Mówienie o pewnych zmianach jest trudne, bo trzeba przyznać się do tego, że robiło się coś źle. I to publicznie. I to przyznanie się do pewnych słabości, wystawianie na komentarze i krytykę. Ale cóż. Raz kozie śmierć 😉. Psy były w moim życiu od zawsze. I zawsze miałem do nich jakąś (potocznie mówiąc) rękę. A przynajmniej tak mi się wydawało. Jednak 1,5 roku temu trafiła do nas Abi (w sumie mamy 4). Pies z ogromnymi problemami na tle nad reaktywności. Zniszczona przez poprzednich właścicieli, godzinami rzucania piłeczki. Spacery okazały się koszmarem. Był moment, w którym przeżyłem załamanie i wręcz płakałem, siadając na środku drogi (a raczej charakter mam twardy). Może składało się na to wiele życiowych sytuacji, ale Ona (Abi), wyciągała te emocje ze mnie. Tak, że skumulowane, wybuchały. Nie należę do tych co boją się problemów, ale zaczęło mnie to przerastać. Trzeba było jednak wziąć się w garść i temat (prosto mówiąc) ogarnąć (co zajęło trochę czasu – dojście do tych wniosków). Szkolenia online, różne konsultacje (za mało miejsca, żeby pisać). Aż w końcu pojawił się Duch Leona. Nie bezpośrednio. Po prostu wpadła mi w ręce książka Pani Ewa Pikulska (to ona powiedziała mi o Pani Sylwii). Myślę co mi tam, napiszę do Niej (Pani Ewy). Odpowiedziała. Zadzwoniła. I w ciągu jednej rozmowy, trudnej dla mnie emocjonalnie, zrobiła mi w głowie kaszkę z mlekiem (Pani Ewo, zniszczyła Pani mój świat, za co z całego serca dziękuję). Tyle trudnych pytań nie słyszałem chyba nawet na studiach 😕. Wszystko to musiałem bardzo długo mielić w swojej zatwardziałej głowie. I przyznać w końcu, że jest źle, że mało wiem, że zmiany są konieczne i nieuniknione a wiedza wymaga poszukiwań. Zrozumiałem, że jeżeli ma być lepiej to muszę to zrobić (zmieniać, uczyć się, szukać odpowiedzi). Praktycznie prawie całą moją wiedzę i przekonania należało wrzucić do kosza. I tak zaczęła się moja nowa droga. W myśl „Ducha Leona”. Teraz myślę, zanalizuje, stawiam pytania. Czy przyjmuję wszystko co mówicie bezkrytycznie – Nie. Często chciałbym z Wami wiele omówić, znaleźć odpowiedzi, zadać trudne pytania. Czy moje relacje z Psami się poprawiły – oczywiście. Mimo, że ciągle są one dalekie od ideałów. Ciągle jest kiepsko (ale mam już tego świadomość). Każdego dnia uczę się tego krok po kroku (obserwując co robicie). Niestety uczę się sam, co trochę zajmuje i łatwe nie jest. Albo też „stety” sam, dzięki temu zmiany zachodzą gdzieś we mnie. Kto wie, może doprowadzi mnie to rewolucji zawodowych, realizacji dziecięcych marzeń by pracować z psami (chociaż w moim wieku, pole do tego jest trochę zawężone 😊, ale ważne, żeby mieć marzenia). Nie jest to aż tak istotne, jak fakt, że to co się dzieje, daje mi „lepszego JA”. Wasz duch (Leona) akceptacji i zrozumienia, to nie tylko relacje z Psami. To dla mnie, zmiana stosunku również do ludzi. I dlatego są one takie dobre. Tak więc „duch Leona” stał się dla mnie pewnym drogowskazem, żeby znaleźć dobro w sobie i dać je innym (i Psom, i Ludziom I wszystkiemu co żyje). I dać wszystkim prawo do gorszego dnia, złego nastroju, potknięć i błędów. I prawo do stawania się lepszym !!!

Przemysław

Alicja i Ronin

Mam 6cio letniego goldena i od ponad pół roku drugiego, 2-letniego adoptowanego Fredka . Mój rezydent Pluto jak był młodszy, to był fajnym psem, miał swojego kolegę z którym się spotykaliśmy (rzadko), wyjeżdżaliśmy razem na urlop. Coś w którymś momencie popsułam….kolegę zabrał chłoniak, a Pluto zrobił się “agresywny”, niespokojny. Oczywiście była to agresja głównie smyczowa, bo tak wyglądały nasze spacery, albo ją ciągnął za sobą albo ja ją ciągnęłam. Doskakiwał do psów, ludzi, zrobił się bardzo kontrolujący. Nie wiedziałam dlaczego, zaczęłam unikać kontaktów z innymi psami, co było łatwe, bo mieszkam na wsi w lesie, więc miejsc do spacerowania mi nie brakuje. Zaczęłam uciekać przed światem by dać mu ten spokój. Wcześniej oczywiście próbowałam spacerów socjalizacyjnych, kursów i webinarów pt Co zrobić by…., smaczkowałam, odwracałam uwagę oraz innych spotkań socjalizacyjnych, gdzie był prowadzony przeze mnie na powrózku jak cielaczek, gdzie nie miał wyboru, ale tak zalecali trenerzy, którym zaufałąm. Niestety to niczego nie zmieniło. Będąc na smyczy, którą ja źle operowałam nadal wykazywał zachowania agresywne. Zaczęłam szukać, słuchać. Poznałam kiedyś Martę i usłyszałąm o jej problemach z goldenką, która to potrafiła rzucać się na traktor, miała za sobą pogryzienia i pewnie nie jedno jeszcze o nich wiecie, bo je znacie. Marta była bardzo zdeterminowana by pomóc swojej suni i trafiła na Ducha ( nie wiem jak ), ale słyszałam jak opowiadała o Was i widziałam jak jej sunia się zmieniła. Szukałam w swojej okolicy kogoś, kto też organizuje takie spacery, znalazłam Kasię, za co z całego serca jej dziękuję, że nas wtedy przygarnęła pod swoje skrzydła. Dostaliśmy szansę na lepsze życie, pierwsze spacery były bardzo chaotyczne, na dużym pobudzeniu, ale z każdym kolejnym widać było progres. Znów miałam okazję porozmawiać z Martą i utwierdzić się, że to ta jedyna słuszna droga, by mój pies był ze mną i sam ze sobą szczęśliwy. Dzięki Marcie poznałam Anię z Sobótki. Na naszym pierwszym spotakniu konsultacyjnym Pluto potargał jej kurtkę, bo za blisko mnie podeszła, tak mi było wstyd. Ania dała nam szansę i chociaż dzieli na ponad 150 km, to raz, dwa razy w miesiącu od około roku jedziemy pod Ślężę na spacerek. Pewnego dnia dzwoni Ania i pyta czy chcę przyjechać na spacer w sobotę, bo….ona POTRZEBUJE mojego Pluta. To był najbardziej wzruszający telefon, a ja byłam najszczęśliwszą osobą pod słońcem!!!! Mój Pluto, dzięki Wam staje się psem zrównoważonym, silnym emocjonalnie, potrafi stanąć w obronie innego psa, ustąpić jeśli trzeba, a ja idę na taki spacer ze spokojną głową, bo wiem, że potrafi sam dobrze zdecydować. Pewnie dużo musimy się jeszcze nauczyć, najwięcej ja, bo ciągle nie potrafię czytać tej psiej komunikacji, nie wiem co to praca ze smyczą…ale widzę, że te kontakty, których mu wcześniej nie dałam, są mu potrzebne jak powietrze do oddychania. Kilometry dla mnie nie straszne, byle moje psy miały to co mieć powinny. Mam nadzieję, że spotkam się znów z Sylwią i poznam te jej cudowne, wiecznie “naćpane” psy.

Beata

Alicja i Ronin

Dla nas 2 lata temu zmieniło się wszystko i wciąż się zmienia. Już pierwszego dnia warsztatów w Dobrej Woli poczułam, że ta droga, na którą weszliśmy, w końcu jest moja. Wciąż mnie wiedzie i odkrywam z wypiekami na twarzy co odsłania za każdym kolejnym zakrętem. Mam najlepszych towarzyszy, którzy sprawiają, że jest fascynująca i każdy dzień może przynieść jakieś lekcje, a dostrzeganie nawet mikro zmian, świadczących o ich lepszym samopoczuciu i naszym większym porozumieniu, uskrzydla. Ta droga to też możliwość poznania ludzi, którzy myślą i czują podobnie, wspólnie przemierzone setki kilometrów i godziny rozmów, obserwacji psów, odkrywania kim są. A jak zmieniło się życie moich psów? Myślę, że są szczęśliwsze, wciąż dążę do tego, żeby ta tendencja się utrzymała… Po tym jakie są teraz wiem na pewno, że spotkanie z Duchem było najlepszym co mogło nas spotkać w naszym wspólnym życiu. Wena, która była ciągle w biegu, zaczęła poruszać się kłusem, odpuszczać tropy, które nie wzbudzają już takich emocji, a ja mogę iść wolno i prawie się nie odzywać; Neon, który na początku chował się w krzakach przy mijaniu z psami i panicznie bał się burzy, teraz sam chętnie inicjuje interakcje, potrafi być asertywny, a tego lata złapała nas burza na spacerze i w strugach deszczu bez problemu ją razem przeszliśmy bez smyczy; Roxi pojawiła się w naszej rodzinie dzięki Duchowi, od początku dostała od nas to co jej było potrzebne i jest świetna; Mango od pierwszego dnia adopcji chodzi (przeważnie) bez smyczy i uczy nas, jak nie popsuć fajnego psa 🙂 Dziękuję Sylwia za wszystkie nauki, za uwrażliwianie i pokazywanie innej perspektywy, za zmuszanie do myślenia i inspiracje do własnych poszukiwań ❤️ Niech moc będzie z Duchem!

Kasia

Trafiliśmy z Koralikiem do Ducha 1,5 roku temu oboje z traumą. Koral umęczony i ogłupiały po licznych szkoleniach, w większości fatalnych, a ja z poczuciem totalnej bezradności i życiowej porażki. Oboje złamani, niepewni, samotni. Na warsztatach w Duchu doświadczyliśmy siebie, swoich granic, lęków i słabości. Ja swoich, a Koral swoich. To było jak uderzenie pioruna: ocknęłam się i zobaczyłam co tak naprawdę robię. Dzięki Tobie Sylwio w nowy, świadomy i podmiotowy sposób spojrzałam na Korala nie jako na “wyzwanie” czy problem ale jak na dar, jak na przyjaciela i bliską mi osobę, której potrzeby nie są zaspokajane, bo ich nie potrafię rozpoznać. Nawet nie wiedziałam, że jest to podstawa i jakie potrzeby ma mój Pies. Zdałam sobie też sprawę, że muszę zmienić/zmieniać się ja sama. W moim przypadku filozofia duchowa przełożyła się na inne sfery bo “przypomniałam sobie” o mojej wrodzonej wrażliwości. Przełożyła się na podejście do innych psów, zwierząt, istot, a nawet na moje relacje z dziećmi. Dla mnie jest to jednak proces, w którym jestem. Uczę się. Staję się. I jeszcze dużo nauki przede mną 😁 Poza tym dzięki Duchowi poznałam Wspaniałych Ludzi, którzy wspierają mnie, nie jestem sama i wiem, że mogę na nich liczyć i uczyć się od nich, są zawsze obok mnie, a Koral uczy się od innych psów z grupy spacerowej. Chcę tu wspomnieć o Karolinie, Kasi i Kamili, a także innych Znajomych. Dziękuję że jesteście Sylwio❤, Duchowa Ekipo❤, nasza łódzka Grupo Miłospacerowa❤. Bo dzięki Wam pomimo ciagłych przeciwności losowych jesteśmy z Koralem szczęśliwi😊.

Dorota

Dzięki Fundacji Duch Leona zmieniłam się przede wszystkim ja i moje podejście do psów. Na lekcjach z behawiorystami byłam uczona, aby skupić uwagę psa na sobie, aby odciągać jego uwagę od innych psów, ludzi itp. zabawką, smakołykiem. Aż tu nagle na jednym z spacerów z łódzką grupą, która podąża za wskazówkami Sylwii o niej usłyszałam. Nagle takie WOW💥 można i trzeba inaczej, zaczęłam oglądać i słuchać wywiadów z Sylwią i obserwować stronę Ducha. Zrozumiałam, że pies to istota społeczna, a ja na każdym kroku nie muszę go kontrolować. Zrozumiałam, że dając mu wybór i fajne środowisko psów jak i otoczenia, sam dokonuje świadomych wyborów nie zawsze dobrych, ale inne psy dają mu lekcje aby mógł być świadomym i fajnym psem. Uświadomiłam sobie, że ważne są dla niego inne spotkania a ja powinnam mu je organizować. Wiem, że jeszcze dużo muszę się nauczyć o ” czytaniu” zachowania swojego psa, abym mogła być dla niego oparciem takim jakim on jest dla mnie w trudniejszych momentach. Dziękuję Ci Sylwio, za to, że jesteś, wspierasz i dzielisz się wiedzą, myślę, że dzięki Tobie wiele osób zrozumie co to naprawdę znaczy mieć psa, a pies to nie zabawka.

Beata

Magia Fundacji Duch Leona spoczywa w tym, że uczy ludzi jak rozumieć psy, ich prawdziwe potrzeby, jak je szanować, nie stawiać się w pozycji ,,Alfa lub przewodnika stada”. W czasach wszechogarniającej tresury, kupowania niepotrzebnych gadżetów, wymyślania ćwiczeń, które z perspektywy psa są kompletnie bez sensu, karmienia ,,w nagrodę “, Duch Leona jest jak jasny, świecący punkt na mapie wszystkich szkółek dla psów, treserów i ,,specjalistów” , których ściany aż kapią od ilości kolorowych dyplomów, certyfikatów z zakresu ,,rozumienia zachowań i potrzeb psów “. Świat zwariował, bo uwierzył, że dobrobyt psa polega na permanentnej kontroli na wszystkich płaszczyznach psiego życia. I wtedy wchodzi Duch, cały na biało i pokazuje, że wszystko to ściema, upodlenie psów i okrucieństwo w jednym.

Bo dla Ducha ZAWSZE najważniejszy jest PIES jako istota czująca, wrażliwa i społeczna. I tego powinny uczyć się dzieci w szkołach, bo psa spotkają codziennie a rozwielitki i pantofelka prawdopodobnie nigdy.

Ann

Byłam na warsztatach komunikacji psów prowadzonych przez jedną z bardziej znanych pozytywnych szkół i zadałam wtedy pytanie “ale właściwie czemu mamy (my ludzie) uczyć psy psiej komunikacji?”. Odpowiedź sprowadzała się do tego, że tak musi być i już, i tak jest dobrze. Były tam też dwa psy, które szły równolegle i były nagradzane smaczkiem za każdy spojrzenie w swoim kierunku. Jak miało im to pomóc, nie wiem do dziś.

Potem zetknęłam się ze szkoleniem psów w “sterylnych warunkach” – psy uczyły się podstaw posłuszeństwa w pustym zaadaptowanym garażu. Tam też całe to posłuszeństwo zostawało.

Psy, które pamiętałam z dzieciństwa nie sprawiały żadnych problemów. Co więcej mój pierwszy piesek (taki, którego sama kupiłam) podczas odwiedzin w moim rodzinnym domu również nie sprawiał problemów i słuchał się mojej mamy (a niekoniecznie mnie).

Coś mi nie grało. Moi rodzice bez całej tej wiedzy i masy smaczków w kieszeni całkiem sprawnie ogarniali psy. O zgrozo, moja mama czasem dawała psu kawałek sera czy szynki robiąc kanapkę dla siebie. Zupełnie za darmo. A pies przez to wcale się nie zepsuł. W końcu zaczęłam łączyć kropki. Zasady, konsekwencja, zaufanie i wolność. Tak trafiłam na Ducha. Ale początkowo byłam sceptyczna. W gruncie rzeczy praca na smaczkach jakoś tam mi się sprawdzała, a moje psy były bezpieczne dla ludzi i zwierząt, więc spokojnie spacerowały.

Aż pojawił się TEN PIES. Pies z ujemną motywacją pokarmową, mocny, dominujący samiec, który gardził smaczkami a trening miał w miejscu, gdzie światło nie dochodzi. Robił co chciał. Zrobiło się niemiło, bo duży pies, który nie zna granic jest niebezpieczny.

Chciałam z nim przyjechać do Fundacji, ale nie złożyło się. Natomiast oglądałam filmy, czytałam posty, przeczytałam książkę Ewy Pikulskiej i się ogarnęłam. Chciałam napisać, że my się ogarnęliśmy, ale pies był zawsze ogarnięty, to ja wymagałam zmiany. Dziś pies, z którym bałam się wyjść, chodzi swobodnie i cieszy się życiem.

W końcu udało mi się pojechać na warsztaty i na seminarium, ale cały czas mam niedosyt.

Moje psy nie są idealne. Ja nie jestem idealnym opiekunem. Ale to właśnie Duch pomógł moim psom, zwłaszcza TEMU, zyskać w miarę fajnego człowieka. Mam nadzieję, że kiedyś przyjedziemy razem na warsztaty, że będzie mógł poznać psy, które sprawiły, że dla niego się ogarnęłam.

Anna

Dzięki Duchowi nauczyłam się nie histeryzować i dać mojemu psu żyć 🙂 Duch nie zmienia psów, duch zmienia ludzi. Dla mnie pierwszą zmianą było pojawienie się w życiu mojego psa, a później nasze wspólne życie zmieniło się jak trafiłam na Ducha. Mój pies jest obecnie praktycznie bezproblemowy, ale to dzięki pracy, którą wykonałam nad sobą, a nie nad nim. Dla mnie to czego dowiaduję się od Sylwii jest jak nauka języka obcego niezbędnego do tego, żeby porozumieć się z osobnikiem który ze mną mieszka. Od kiedy choć trochę go rozumiem nasze życie jest dużo przyjemniejsze i mam nadzieję, że mój Hugo czuje to samo🙂❤️

Magda

Najważniejsza i największa zmiana, jaka się dokonała, to ta w głowie.

Drążyła stopniowo. Może dlatego, że na dystans, bez bezpośredniego słynnego ‚tąpnięcia’ na seminariach czy warsztatach 🤩 więc potrzebowała więcej czasu…ale to chyba dobrze, bo takie zmiany są dla mnie trwalsze, a też i ja chyba lepiej przyjmuję stopniowe zmiany – okazało się też, że część z nich po prostu już dawno we mnie była i istniała w naszym psio-ludzkim życiu, tylko jakoś tak nieoficjalnie 😉

Tak. Zmiana w głowie.

Raz natrafiała na opór, bo przecież silne i wszechobecne trendy. Innym razem dawała ukojenie, bo jednak ten wewnętrzny głos i intuicja były dobre.

Przyznanie się przed sobą do błędów i akceptacja.

Dalsza praca nad swoimi emocjami. Odpuszczanie.

Jeszcze silniejsza potrzeba rozumienia moich psów i dania im tego zwyczajnie dobrego, szczęśliwego psiego życia.

Niby ta sama wolność, a pozbawiona nieco zbyt gorliwej kontroli, cichsza…

Wiele jeszcze muszę się nauczyć ale przynajmniej już wiem od kogo chcę się uczyć. Dziękuję Sylwia! Dziękuję Duchu! 🩷

Justyna

Dzięki fundacji w pierwszej kolejności zmieniłam się ja. Całkowicie przestałam przejmować się tym co inni mówią o moim podejściu do zwierząt. Kocham Je, szanuje, akceptuje i wiem, że nie jestem z tego powodu żadnym dziwakiem.

Moje psy natomiast zyskały więcej wolności. Podejmują własne decyzje i co najlepsze są one dobre, trafne i bezpieczne. Zaczęłam przyglądać się jak żyją psy w mieście. Faktycznie, nie zawsze jest to w zgodzie z tym czego potrzebuje pies. Rzekłabym bez ogródek, że funkcjonowanie psa w mieście nie ma nic wspólnego ze szczęśliwym życiem 😢.

Każdy post, film, wywiad z Panią Sylwią oglądam z ogromną uwagą. Wracam do tych materiałów po kilkanaście razy i czerpię z nich co najlepsze. Zaczynam godzić się z tym, że to nie ja jestem najważniejsza dla moich zwierząt. Dla moich psów ważniejsze są inne psy i relacje z nimi. Dziękuję za pozytywny obraz życia psów w Fundacji. Wystarczy jak przeczytam historię psa bez niepotrzebnego obnażania Go z godności. Fundacja jest dla tych wszystkich pięknych istot rajem na ziemi i dowodem na to, że są Wielcy Ludzie na tym świecie i same wspaniałe Psy ❤️

Katarzyna

Mój pies znalazł się u mnie właściwie przypadkiem, ale zdecydowanie byliśmy sobie przeznaczeni. Pewnego dnia, pod koniec czerwca, zauważyłam post na Facebooku, że pewna lecznica szuka domu dla psa, który ma zostać uśpiony ponieważ zagryzł kurę i ugryzł właściciela. Szukali od dwóch tygodni, nazajutrz miał zostać uśpiony (info z posta). Mały lojtek, wtedy 8kg. Byłam akurat u rodziców, przeczytałam im post, nawet minuty się nie zastanawiałam. Będzie co będzie, trzeba go uratować. Nazajutrz był już u mnie. Początkowo miał być u mnie na DT, ze względu na pracę ciężko mi było podjąć decyzję o posiadaniu psa na stałe. Pierwsze dni były trudne. Nie potrafił nawet wejść po schodach (pierwsze wejście trwało około 40 minut). Dotyk tylko pod pyszczkiem, siedział i patrzył się w okno. Nie było możliwości zapięcia mu smyczy aby wyprowadzić go na zewnątrz (mieszkamy na osiedlu przy ruchliwej drodze), były pokazywane piękne ząbki. Postąpiłam według starej zasady “daj psu spokój, a on da Ci dwa”. 😅 Wtedy działałam zupełnie intuicyjnie. Po kilku dniach udało mi się zdobyć jego zachowanie na tyle, by sprytnie i szybko zapiąć mu smycz. Na spacerach też nie było lekko. Paniczny strach przed rowerami, wózkami, strach przed ludźmi, agresja w stosunku do innych psów. Padła decyzja o tym, że Rico zostaje ze mną na stałe, ponieważ oboje się w sobie zakończyliśmy bezwarunkowo. ❤ Od dłuższego czasu jeździłam regularnie do pewnego schroniska wyprowadzać psy i poznałam tam kilka osób, które były na seminariach u Was i wychowują swoje psy w nurcie Ducha. To było nasze zbawienie. Postanowili nam pomóc, włączyć nas do swojej grupy i podzielić się swoją wiedzą. To zmieniło nasze życie o 180°. Zaczęliśmy jeździć na spacery, na początku Rico miał ciężki aby się odnaleźć, jednak z każdym spacerem, słuchając rad, widać było postęp. Dzięki ekipie trafiliśmy na warsztaty smyczowe do Karoliny, tu kolejny zwrot akcji. Rico bardzo ładnie sobie poradził, to był pierwszy raz, kiedy za namową Karoliny odpięłam mu smycz. Najszczęśliwszy pies na świecie. Przybiegał co chwilę do mnie pękając z radości, jakby chciał powiedzieć: Stara, ale super, że pozwoliłaś mi na wolność. 😆😆 Zrobiliśmy nawet spacer z całą ekipą z warsztatów, na luzie, bez smyczy, to było piękne i pękałam z dumy. 🥰 Kolejne spacery z naszą grupą były już totalnie w nurcie Ducha. Piękna wolność, komunikacja między psami. Rico z agresywnego psa, stał się częścią grupy w której ma swoich kumpli i kumpele. Jego radość na każdym takim spacerze po prostu jest najlepszym co mnie mogło spotkać. Sama również dzięki niemu i tej fundacji poznałam świetnych ludzi od których za każdym razem uczę się czegoś nowego co pozwala mi budować jeszcze mocniejszą więź z moim psem. 😊 Jesteśmy w swoim życiu trochę ponad 5 m-cy, a Rico zrobił takie postępy, że aż ciężko uwierzyć, ale to jest właśnie to, że trzeba iść odpowiednią drogą, pokazaną przez Ducha. ❤ Pozwoliłam mu być sobą, jednocześnie wskazując lepszą drogę na rozwiązanie jego problemów, niż agresja. Rico nadal jak wchodzi po schodach wygląda jakby pękał z dumy. 😁 Dziękujemy naszej ekipie i Wam, że jesteście i mogliśmy dzięki temu z Rico stworzyć super team! 🥰 Nie wiem gdzie byśmy teraz byli, gdybyśmy na swojej drodze nie poznali nauk p. Sylwii.

P.S. Nawet obroża z Ducha zmieniła nasze życie bo dużo lepiej się komunikujemy w miejscach, gdzie smycz musi być zapięta. 😁

Daria

My z Roninem wygraliśmy nowe życie dzięki Wam 🙂 Ronin, kiedyś smaczkowany, trenowany, reaktywny, agresywny do ludzi i psów, w pierwszy dzień warsztatów w Dobrej Woli okazał się ciekawskim, odważnym psem, który miał po prostu mało kontaktów społecznych. Niektórzy się dziwią, że jak życie może się zmienić w jeden dzień na warsztatach, czy nawet trzy dni – a może. Jeśli będziemy otwarci na to co tam zobaczymy i na zmiany siebie, nie psa, to cały świat będzie stał przed nami otworem 🙂 może się okazać, że przestaniemy chcieć niektórych rzeczy z psem, które wcześniej wydawały nam się szczytem treningowych marzeń. Jednocześnie świat po Duchu to miejsce, gdzie przyjaźń międzygatunkowa rozkwita, a dzięki zdobytemu zaufaniu naszego psiego przyjaciela możemy zobaczyć więcej niż byśmy się spodziewali – kawałek jego psiego świata, bogatego w zachwyt codziennością, uważność i spokój, tak potrzebny wszystkim w pędzie ludzkiego życia.

Alicja

Duch Leona w moim życiu zmienił wszystko. Zmienił nie tylko (i aż) podejście do opieki nad psami, ale zmienił po prostu mnie i stosunek do świata. Moim psom przywrócił godność, dał możliwość wyboru, mi dał spokój i uważność. Wszystkim nam dał leśne medytacje, moczenie łap w rzekach i strumykach i spokojną realizację potrzeb. Jestem na świecie dla moich psów i niczego od nich nie chcę, byle były sobą.

EWa

Jak fundacja Duch Leona zmieniła moje i mojego psa życie? Myślę, że mówiąc „o 180 stopni” wcale nie przesadzam. Zalecenia, osądzanie i „chwalenie” się czego to border nie potrafi, że musi robić milion rzeczy niemalże jak mantra były mi wpajane, a przecież jak mam „sportowego” psa to muszę zapewnić jemu to wszystko o czym inni właściciele borderów mówią. Otóż, nieprawda 🙂 odkąd trafiłam na behawiorystę, którego metodologia i sposób myślenia o psach wywodzi się od fundacji Ducha Leona, życie moje i mojego psa uległo ogromnemu polepszeniu. Nie trenuje psich sportów z psem już z jakoś 2 lata a postawiłam na spokojne, bez smyczowe i bez gadania do psa spacery w otoczeniu pięknej natury, niezależnie od pogody. Te długie, spokojne spacery nie tylko pomogły mojemu psu, ale również i mi- znalazłam sposób na wytchnienie w tym wiecznym wyścigu szczurów, czuje spokój, relaks czyli coś co było przez długi czas dla mnie nieosiągalne… zdałam sobie również sprawę jak wiele korzyści dla psiaka przynosi dieta barf- żadnej z tych rzeczy bym nie znała, gdyby nie Fundacja Duch Leona, za co jestem niesamowicie wdzięczna

Aleksandra

Fundację poznałam w ciężkim dla mnie psychicznie okresie. Z powodu rozłąki z rodziną, stresu w pracy i samotności zaostrzyła się u mnie depresja. Miałam pod opieką moje psiaki, które były dość trudne, a ja za wszelką cenę chciałam, by były perfekcyjne. Poznając idee fundacji, zaczęłam moim psom dawać po prostu wolność na spacerach i nie wymuszałam na nich bezwarunkowego posłuszeństwa. Mimo braku ćwiczeń i innych cudów moje psy same z siebie zaczęły się mnie słuchać. Odpuszczenie im dało i mi dużo ulgi. Nie musiałam mieć idealnego psa, tylko takiego, który jest zrównoważony, który sam sobie i innym nie robi krzywdy. Mimo wszystko moja depresja się zaostrzyła i trafiłam do szpitala. To tam zrozumiałam co tak na prawdę oznacza wolność. W ciasnych, zatłoczony salach, bez możliwości wyjścia na spacer i z coraz bardziej ograniczaną przestrzenią do życia trudno było zdrowieć. Pomyślałam wtedy, że trudne, skrzywdzone psy, by dojść do siebie otrzymują wolność, szacunek i ruch, a pacjenta traktuje się jak przedmiot, któremu można ograniczyć do maksimum przestrzeń. Zrozumiałam, że bez możliwości odetchniecia, kontaktu z naturą, poczucia wolności i spełnienia potrzeb żadno stworzenie nie osiągnie równowagi psychicznej pomimo nafaszerowana lekami. Od tego czasu staram się coraz bardziej zapewnić i sobie, i moim psom jak najwięcej wolności, przyrody, spokoju i przestrzeni. Myślę, że dzięki temu poprawiła się relacja z moimi podopiecznymi, ja na spacerach odpoczywam, a nie denerwuję się, że nie idą przy mojej nodze. Wymagam od nich i od siebie mniej, a dzięki temu jestem w stanie zrobić więcej, moje psy ufają mi i słuchają się mnie w większości przypadków (pewnych małych tropicieli nie da się odciągnąć od tropu zwykłym ludzkim słowem). Zaczęłam słuchać potrzeb swoich i swoich psów, i dzięki temu wszyscy mamy możliwość cieszyć się życiem.

Barbara
Prowadząca Fundację

Sylwia Najsztub

Założycielka Fundacji “Duch Leona”.

Osoba z ogromnym doświadczeniem w pracy z psami agresywnymi i trudnymi, pracująca metodami opierającymi się na naturalnych zachowaniach psów. Od ponad 20 lat pracuje z psami mającymi problemy z agresją. Jej praca opiera się przede wszystkim na zrozumieniu zachowania i socjoterapii prowadzonej wspólnie z przygotowanymi do tego psami.

Sylwia Najsztub jest inicjatorką i prelegentką warsztatów oraz seminariów dla właścicieli psów, Prezesem Zarządu Fundacji „Duch Leona”, członkinią Rady do Spraw Wspierania Działań na Rzecz Ochrony Zwierząt przy Prezesie Najwyższej Izby Kontroli.